Artykuły pokrewne
Wyszukiwarka
Najnowsze
- Erynie - Marek Krajewski
- 1435 milimetrów - Marek Zienkowicz
- Wąskie linie snów - Piotr W. Rudzki
- Oddychaliśmy zbyt głośno - Piotr Goszczycki
- WARSZTATY CERAMICZNE
- Etos lewicy - Andrzej Mencwel
- POMAGAMY POWODZIANOM
- Mistrzyni burz - Waldemar Płudowski
- Alicja - Jacek Piekara
- Frachy na lachy - Jerzy Szulc
RSS
| Kawa w miejscu pracy - Piotr Goszczycki |
|
|
|
|
Dla wielu osób kawa to podstawa egzystencji. To właśnie od niej zależy jakość wschodzącego dnia, czy długiego czasu pracy. Od razu powstaje podział, w jakich godzinach odbywa się praca i w jakich warunkach. Największy komfort – jakby się zdawało – mają pracownicy biurowi. Siedząc sobie przed komputerem, obok klawiatury stawiają ulubiony kubek z kawą. Delektują się naparem i wszystko gra. Nawet w obliczu zagrożenia, jakie powoduje niechciane trącenie kubka i zalanie brązową kałużą bardzo ważnych dokumentów. Istnieje przecież zakaz spożywania posiłków w miejscu pracy. Do takich celów powinno być pomieszczenie zwane powszechnie jadalnią. Dużo gorsze warunki do rytualnego spożywania kawy mają maszyniści pociągów, czy innych pojazdów w ruchu. Niejednokrotnie widziałem dobrze zakręcony słoik po dżemie, w którym do połowy huśtała się jasnobrązowa ciecz kawy rozpuszczalnej. Czas picia takiej kawy już jest trochę dłuższy od biurowego nasycenia się aromatem. Nie chcę mówić, jak smakuje kawa ze słoika, ale według zasady – jak się nie ma tego, co się lubi, to lubi, co się ma. Pozostaje więc wiara, że w jesienny mżysty widok za szybami lokomotywy, ta substancja pomaga przetrwać niesympatyczną podróż, a ciężki, wielogodzinny obowiązek czuwania nad bezpieczeństwem pasażerów.
Inaczej świat otaczający kawę widzi poeta w swych wierszach. To przede wszystkim różnorodne metafory i skojarzenia, gdzie taki napój jest tylko pretekstem, albo narzędziem pomocnym przy komponowaniu wiersza. W wierszach znalazłem: „spóźniona kawa/ i tak mało czasu by odpocząć”; „kawa kołysze się na boki/ jakby chciała wyjrzeć przez okno/ pociąg nie zatrzymał się na stacji”; „czarny wschód słońca/ czy to już moja kawa?” Choć to tylko przykłady, to zakres dostrzegania kawy w wierszach jest niewyczerpalny i bardzo często pojawia się nie tylko u współczesnych twórców. Mój kolega, który pracuje w piekarni, opowiedział mi o swojej kawie, jednej kawie w pracy. Jednego razu, zaparzając sobie dwie łyżeczki „sypanej” ucieszył się, że spija ostatki, bo kto spija ostatki, ten jest… Poranek tego dnia był słoneczny, a on sam, nieco niedospany po wczorajszych namiętnościach. Po pięciu minutach rozpoczął pracę wśród maszyn. Spróbował kawy i postawił ją na miejscu, gdzie zawsze ją stawiał. Tym razem, po kilku minutach zacięła się jedna z maszyn, co zaowocowało natychmiastowo kilkoma przekleństwami. Następnie, z owej maszyny (która służy do transportu kawałków ciasta, do dalszej obróbki) wysypała się z jakieś szczeliny wszędobylska mąka, która (jak by nie było) wpadła wprost do kawy, zasypując jej całą powierzchnię grubością kilku milimetrów (!). W tym momencie nie chcę opisywać „radości” spróbowanej kawy, a tylko zauważyć niebezpieczeństwo, jakie niesie za sobą przymusowe wypicie małej czarnej… Ale wróćmy do pociągów i podróży z perspektywy pasażera. Ilekroć mam okazję, korzystam z baru dworcowego, aby kupić kawę, i zanieść sobie ją do pociągu. Proszę sobie wyobrazić sytuację, która mi się kiedyś zdażyła. Na tym dworcu jest tłoczne przejście pod peronami. Dziesiątki osób spieszą się dokądkolwiek (na ulicach są korki, pociągiem, szybciej, lepiej) i jednego człowieka idącego powoli, uważającego, aby nie rozlać. Wejście do pociągu jest wąskie, a potem trzeba znaleźć wykupione miejsce. Do tego pokonać kilka par drzwi (a niektóre się ciężko otwierają!), i dopiero zająć miejsce zarezerwowane, rozebrać się okrycia wierzchniego. Następnie, już siedząc, otworzyć pudełko ze śmietanką, wlać ją do kawy, zamieszać. Wyrzucić patyczek i opakowanie po śmietance. Napiłem się kawy. Ach! Ów napar wydobywa się i pozytywnie koi moje zmysły. W tym momencie wchodzi do przedziału kobieta i siada naprzeciwko mnie, a jej wzrok przykuwa plastikowy kubek z porannym marzeniem. Kobieta dopytuje o wagon Wars, gdzie on jest w tym pociągu. Odpowiadam, że niestety, nie ma. Pociąg wolno rusza, opuszczając zadymione spalinami miasto. Kobieta nie spuszcza wzroku z mojej kawy. Mówię, że kupiłem ją na dworcu i przed chwilą dopiero wlałem śmietankę, że…
Piotr Goszczycki
PS Pisząc ów materiał, korzystałem z kawy o pojemności dwóch łyżeczek oraz domieszką (pół łyżeczki) kakao. Posłodziłem miodem i dolałem pół centymetra mleka, co spowodowało, że moja kawa była dwukolorowa. Palce lizać!
|


