|
Irmina Kosmala
WYPADY DO WIECZNOŚCI...
WIDOK Z OKNA POCIĄGU
Struny szyn wyciągnięte jak Wszechświat w nieskończoność
rumiane drzewa spłoszone na widok pędzącej maszyny otchłań nocy rozpruta światłem parowozu huk cucący przestrzenie sennego horyzontu
ciężar nieba spieszący w upojnej ekstazie ku ziemi
To nic że za chwilę rozpadnie się w pył gdy jej dotknie.
***
Stary cynik
z latarnią słów w ręku tak po diogenejsku płomieniem boskiej myśli rozświetla człowieka
z latarnią słów w ręku zagląda w krater duszy bada w chłodzie jaskini stalaktyty uczuć
z latarnią słów w ręku dotykając sedna mierzy puls wartościom
rozpoznaje ilu ludzi zmieści się w człowieku
***
KONFABULACJA
Następnie...
smak spotkania zatraca pejzaż nieobecności płynna pamięć ku wodom zapomnienia uchodzi płowieją obrazy na sztalugach wspomnień dogasa żar emocji w głębinach mądrych oczu kurczą się wielkie słowa w nieczytanych listach milczenie otwiera usta jedynie martwym słowom
Nie ma już historii prawdę o nas stanowi już mit.
***
Wspomnienie
Pod podszewką chwili ukrywa się czas złamanym grotem wspomnień we krwi twojej brodzi próbuje anamnezą ocucić płowy żar pamięci czerstwy żywioł zgubić cię w niej lub wyzwolić.
***
Odwilż
Przesmyk lata w środku zimy i ty rozdygotany w kałuży słów
Niby radość bo już nie lód grzęzawisko radości błotosłów.
***
Morfeusz Przebudzony
I tej nocy rozedrę podświadomości oczy rozbudzone do życia milczenie Ulepię w byt rzeczywistości złudę.
I tej nocy rozewrę ciału spętane ręce martwe wiedzą oczy Otworzę nabrzmiałe słowom usta.
I tej nocy do życia człowieka przebudzę prawdę zaślepioną dniem Zatopię bezpieczny bursztyn snu.
Następnie
Na brzeg dnia ciało wyrzucę Które z martwych wstanie Czyste. Obłędnie bezpamiętne.
***
NAUKA PŁYWANIA
Rzucić się wersem w odmęt strof i rymów dać nura epiforą anaforą wznieść porównaniem poruszyć pytanie retoryczne falę hiperbol przebić ramieniem inwersji zachłysnąć metaforą czy animizacją cucić peryfrazą…
zeugmą skonać w wiersz
***
UKOJENIE
Mroczne niebo przejaśnia się między nami gwiazdy bledną w brzasku naszego spotkania.
Już tylko czekać dnia i jego pierwszych promieni które skórę naszą podłą obnażą.
Wezbrane bólem poparzone ciała znów przyjdzie nam leczyć w noc.
***
JAK CO ROKU
modlitwa świata zdejmie nas dziś z krzyża obmyje rany palącego boku by jutro rano przebijając słowem obiecać zbawienie
w następnym roku.
***
IKARIA
zbyt wysoko zbyt blisko łbem o beton - to wszystko.
|