|
Andrzej Święcichowski
Odkupiłem od Ciebie smutek... Paulince
Biorę troszeczkę Twojego smutku I staję się większy dokładnie o tyle O ciężar łez bogatszy Przybieram na sile...
To nie gniew, to radość z Twojego lżejszego oddechu To nie grzech, to ciepło ulgi Twojego uśmiechu....
I już nie ma smutku Ani w Tobie Ani we mnie Staję się większy o Ciebie... o Twoje szczęście
Łzy nie były daremne
Myślęcin 10.05.2010 r.
***
To chyba naprawdę Miłość bo... Paulince w tym spotkaniu jest wspomnienie Raju
Tęsknota, a więc pamięć czegoś ... kogoś? Zapatrzenie w światło Jak zaglądanie przez okno Słońce staje się zupełnie białe Jak Hostia Już nie razi... jest świeżą kroplą Zamyślenie aż do bólu prawie Aż do łez – kuleczek niezwykłych Co otwierają świat kolorów czerpanych ze światła Cudownych, ale nie magicznych Zielone czupryny, a więc to liście Sam nie wiem skąd znam to słowo Bieleją w tysiące barw kwiaty, dotąd przezroczyste Jest przepysznie kolorowo Wianek z kruchych gałązek stokrotek Białe i różowe łebki I niezapominajki absurdalnie niebieskie Jak oczu kropelki Dwie łzy błękitne wypełnione niebem Aż sczerniałe w skupieniu I ciepły wiatr oddechu wprost z uśmiechu Już znam Twoje imię Witaj miłości na Ziemi
Myślęcin 07.05.2010 r.
***
Paulince...
Niezwykła jednoczesność
Wszystko odbywa się jakby jednocześnie. Wszystko rozrywa się Jak Ciało rozciągnięte na zabitym drzewie
Miłość rozsadza serce i ból je rozrywa Płacząca u stóp Matka i wytchnienie w Ojcu Jednocześnie na Ziemi i w Niebie.
Piekło wygraża pięściami – drwi z oszpeconego ciała Żegnam Matkę, a tam już Ojciec wyciąga ramiona Niebo i Ziemia - mają oczy niebieskie Potworny strach – przed tęsknotą I szalona tęsknota za szczęściem
Żeby żyć należy skonać
Gniezno marzec 2010 r.
***
Spotykam różnych ludzi...mała inwentura
Są ludzie, którzy mówią chodź... Gdy idą do Ciebie porozmawiać Panie, I chociaż wcale nie za rękę... Być u Ciebie, to razem śpiewanie...
Są ludzie, którzy mówią wejdź... I otwierają... siebie na oścież Choć za rękę do stołu prowadzą Ty... jakoś nie jesteś tam gościem.
Są ludzie, którzy głośno nie mówią... Twojego, ani nawet swojego imienia, Ale są!... w Twym Imieniu - Jestem- Bardziej realni niż Ziemia.
Są ludzie... jak jedna wielka potrzeba Ci bywają pokusą najczystszą Dać z siebie to po prostu nieprawda To od Ciebie jest wszystko
Są ludzie... ale są także cienie Rosną... im dalej od Światła W chłód gęstnieją nałożone na siebie Maski bez oczu, namiętności bez ciała.
Ale są ludzie, a czasem tylko ich oczy Krople deszczu, w których siebie otwierasz Drżącą tęczy muzyką Po prosu się Uśmiechasz.
Gniezno 31 stycznia 2010 r.
***
…zamyślenie nad Magdaleną wobec Śmierci i Zmartwychwstania…
Wszyscy uciekli… ze strachu, ze wstydu, Przecież krzyż to największa hańba, To już koniec. Wszyscy się spodziewali… mieli swoje plany. A tutaj płynie Krew i Woda… akt zgonu. Nawet zgasło Słońce. A pod krzyżem stała matka Jego… no cóż?... Matka. I jej siostra… pewnie wstyd, ale rodziny się nie wybiera. I Jan – dzieciak prawie i Magdalena… dopełnia zgorszenia, Łzami się zalewa. ……………………………………………………………………………………………
(…) Niewiasto, oto syn twój (…) Oto matka twoja… A do Marii z Magdallah nic, ani słowa. (…) Ojcze, czemuś mnie opuścił (…) Wykonało się… I opadła głowa.
……………………………………………………………………………………………
Kim naprawdę byłaś? … różnie o Tobie mówią, Ale stoisz pod krzyżem – zasłuchany w milczenie Przyjaciel. Z Jego serca płynie krew i woda, z Twoich oczu łzy. Co robisz Magdaleno? Kochasz? Ufasz? Płaczesz?
Słońce zgasło. Judasz się powiesił, A zasłona na pół się rozdarła. Kogut pieje Piotrowi do ucha, Z Ciebie pewnie kpią i szydzą, Ale Twoja miłość nie umarła.
Co czułaś idąc do grobu? … zakochana w Bogu dziewczyno, Beznadziejnie romantyczna? Czy jednak wybrana? Żołnierzy się nie boisz, ludzi zaczepiasz, Gdzie zabraliście Pana?
Słońce wschodziło dopiero, Przy grobie było pewnie jeszcze ciemno. Ale On, już Zmartwychwstały mówi właśnie do Ciebie… Szalom Magdaleno! Idź i powiedz moim uczniom… przyjdę… Niezwykłe spotkanie w drodze do Ojca w Niebie.
Gniezno 20 lipca 2009 r.
***
Kana...to było wesele... Trochę poplątany czas
A może w tej Galilejskiej Kanie, było nieco inaczej? Może wciąż nie słyszymy w Słowach, Tych Prawdziwych znaczeń?
Przecież to jeszcze nie Matka spod Krzyża, To jeszcze matka z Kany, Jeszcze nie... Wykonało się... Więc napełnili dzbany....
To była tylko woda, choć im smakowała jak wino Kamienne stągwie nie Kielich Jeszcze stary czas płynął...
Tańczył Stary Izrael przy swych ojców muzyce, Krew jeszcze płynęła w Baranku, Dzieci rodziły się śliczne...
Woda, która miała oczyszczać, Poszła do głowy, myśl plącze. Pascha już dawno minęła, Baranek nadal na łące...
Koszmary Krzyża nas męczą, No cóż, to było wesele... Rozgrzane myśli się studzą, W chłodnym cichym kościele...
Dziś Krew smakuje jak wino. Chleb nie ma smaku Cierpienia...kim jestem? Dzieckiem nocy poślubnej w Kanie? Czy Synem Odkupienia?
Gniezno 27 czerwca 2009 r.
***
DZIEŃ MATKI
Mojej Matce
Czyje to właściwie święto? Czy tej Kobiety, która wraz z mężem Dała budulec na moje ciało? Kim jest ten mężczyzna? Czy kobiety było zbyt mało?
Jezu...Mówisz, że matka właśnie stoi pod krzyżem. Jezu.. a Ci, którzy Cię słuchają? Do kogo mi bliżej? Więc i ja jestem i dzieckiem i matką i czuję się ojcem, To taka jednoczesność. Być cieniem i Słońcem. To taka przezroczystość, że nie może być cienia. Jak z tym być? Gdy pod nogami wciąż ziemia?
Wzrastałem w Tej Kobiecie... Ciągle wzrastam, czekam... Ona mnie urodziła, a ja umrę. Boże... tak stwarzasz Człowieka. Gniezno 26 maja 2009 r.
***
Galeria perspektyw
Magdzie, koleżance z marzeń o świętości...
Stoimy na placu przed... A, może nawet w środku Świątyni. Już samo miejsce skrzydeł dodaje. Chcemy uczciwie żyć. Nawet podatki płacić w terminie. Wspólnie wzdychać za utraconym rajem.
W złoconych kopułach myśli, W gorsetach ślubów i przysiąg W ciasnocie historii i artystycznych uniesień, Wciąż w miejscu, Wciąż w pielgrzymce pod Krzyż. Z ustami pełnymi gotowości wyrzeczeń.
Betonowe podwórko, Gmach filozofii i sztuki, Od cnót zadymiły czupryny i oczy zmętniały, Na ołtarzach - Rodziny, społeczeństwa, narody... I najczystsze akordy wydają organy.
Poświęcono juz banki i kasy, Konstytucje, kodeksy, przepisy... Środki trwałe i masowego przekazu... A ja sam gdzie się plączę? Z jakiej listy chcę iść? Ja- obywatel sceny innego Obrazu.
Pamięć wplata się w dziś, Znam te miejsca, ten Krzyż, Same z siebie nakładają się sceny. Strach o wczoraj, I tęsknota za tym, co jest. Inny Obraz, choć z tej samej galerii.
Sen olejny - mój dom, Świat namalowany z rozmysłem - Kompozycje światła, wiatru i dźwięku... Ciepły dotyk bez rąk, Śmierci nie ma, bo skąd? Po co śmierć? Tutaj nie ma już lęku.
Jakże inny ten sam plac, A może nawet inna - ta sama Świątynia, Tu Wiatr rozpala ognie we włosach. Płoną grzechy i łzy, Płonie śmierć, głupie sny... Nikt nie wskrzesza Uśmiechu na stosach.
Światło drży – skrzą się sny... Nie ma nocy - zaciśniętych powiek... Tylko oczy szeroko otwarte. Krople rosy u rzęs, Tu nie ma miejsca na cień, Serce Światła na oścież otwarte. Na liturgicznych szatach, Rudy warkocz się splata, Jak pieszczoty Słońca i Wiatru. Delikatna muzyka, Tuli, głaszcze, dotyka, W tej Liturgii Zaufania na placu.
Bóg uśmiecha się czule, Na placu przed, I nawet w Świątyni nikt nie musi tęsknić za rajem. Po cóż tęsknić, gdy jest - Drzewo Krzyża – kwitnący krzew, Czas już spłonął. Ufam Ci Panie.
Gniezno 17 maja 2009 r.
***
.....rozważania w Święto Niepokalanego Poczęcia NMP ....
(... dlaczego bez grzechu poczęta?)
To nieprawda, że pierwszym człowiekiem był Adam. To nieprawda, że pierwszą matką była Ewa. Byli sobie, to prawda. Podobnie jak ptaki i drzewa.
Ty to wiesz najlepiej, bo z Nim byłaś, jak rozdzielał morza od lądu I bawiło Cię nazywanie wszechrzeczy.
I cieszyłaś się, że to Ty staniesz pierwsza, na tym, jeszcze nieskończonym, Nowiuteńkim świecie.
Gdy poczułaś pod nogami ziemię, Rozejrzałaś się ciekawie dookoła. Coś mówiłaś? Coś nuciłaś cicho?...Nie wiem. Ty czekałaś na Słowa...Anioła?
Nie, to tylko posłaniec... to, Słowa są kluczem, Ty otwierasz Nim drzwi stwarzanemu światu. To Ty wypełnisz kołyskę Człowiekiem i Bóstwem. Dzieckiem, co do Boga mówi...Tato.
Gniezno 08.12.2008 r.
***
...rozważania w Święto Wniebowzięcia 15 sierpnia ...
Twe życie dobiegło końca. Było bez grzechu, Więc co to za śmierć?
To tylko Uśmiech do Słońca Przepraszam... Czy już mogę wejść? 15 sierpnia 2008 r.
|